Zapowiedź radykalnego rozszerzenia przez rząd opłaty reprograficznej wywołała poruszenie społeczne i liczne protesty, nawet wśród polityków Zjednoczonej Prawicy. Zaprotestował szereg organizacji pozarządowych, ale też i część dziennikarzy, szczególnie ze środowiska skupionego wokół tytułów Weszło i Kanał Sportowy. Petycja uruchomiona przez Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi w ciągu kilku dni zebrała 6 tys. podpisów. Czy wszystko to wpłynie na decyzję rządu?

Lepsza kultura z wymuszonej na obywatelach opłaty?

To kierowany przez wicepremiera prof. Piotra Glińskiego resort kultury i dziedzictwa narodowego wystąpił z projektem rozporządzenia rozszerzającego opłatę reprograficzną. Opłatę, która od kilkunastu lat istnieje w Polsce i jest wliczona w cenę takich produktów jak kasety VHS, płyty CD i DVD, skanery i kserokopiarki. Wedle nowych propozycji, utworzony z niej, gigantycznie powiększony budżet byłby rozdzielany pośród twórców za pomocą skomplikowanego klucza przez specjalnie powołaną do tego państwową instytucję.

Dla wizerunkowego ocieplenia nowego pseudo podatku sięgnięto po rekomendacje niektórych twórców-celebrytów. Wśród popierających opłatę reprograficzną znajdują się Sidney Polak, Ilona Łepkowska i Jaś Kapela. Ostatni z wymienionych, poza rolą pisarza i dziennikarza, publikuje w lewicowej prasie teksty zawierające typowo komunistyczne poglądy na gospodarkę i system finansowy.

Wraz z celebrytami, resort kultury zaczął głosić, że opłata ta ma służyć podniesieniu z opłakanego stanu materialnego wielu polskich twórców i tym samym wzmocnieniu ich twórczości oraz jej rozpoznawalności w Europie i świecie. W całej koncepcji reformy, rzekomo nastawionej na rozwój polskiej kultury, ukryty jest cel czysto fiskalny. Niepomiernie większe przychody państwo polskie mogłoby uzyskać z opodatkowania taką „opłatą” najpopularniejszych urządzeń – laptopów, telewizorów i telefonów. Na to też zwróciła uwagę lobbingująca za nowym podatkiem grupa 50 organizacji twórców, domagając się w specjalnym apelu opodatkowania smartfonów. „Symboliczna opłata od nich powinna stanowić podstawę systemu wsparcia dla artystów” – uważają lobbyści.

Problem w tym, ze ta rzekomo symboliczna opłata reprograficzna od nowego katalogu urządzeń w pierwszej wersji rozporządzenia została określona na 4 lub 2 procent wartości określonego typu urządzenia. W przypadku np. nowego telefonu marki Samsung o wartości 2500 zł, byłoby to aż 100 zł.

Wizerunkowa i ekonomiczna klęska koncepcji opłaty reprograficznej

Producenci i sprzedawcy urządzeń nie pozostawiają cienia złudzeń co do tego, na kogo ostatecznie zostanie przerzucony koszt opłaty reprograficznej. Serwis KomputerSwiat.pl przywołał tutaj m.in. opinie ekspertów z Media Markt („W marżach producentów czy sieci detalicznych nie ma przestrzeni na jego pokrycie, co przełoży się na ceny urządzeń, a więc obciąży kieszeń konsumentów”), czy też X-Komu („zapłacą za to dokładnie wszyscy klienci”). Trudno posądzać ich o wypowiedzi udzielane w złej wierze, wszak sprawozdania finansowe wielu spółek z tej branży są publicznie dostępne. Widać w nich wielkość obrotów i zysków ze sprzedaży. Zysków, bez których firmy te dawno by już upadły.

Indagowany przez nas dyrektor jednej z największych polskich firm handlujących sprzętem elektronicznym poprzez własny sklep internetowy oraz na Allegro.pl, stwierdził bez ogródek, czym stanie się opłata reprograficzna: „Przy realnej marży netto ze sprzedaży, którą osiągamy średnio na poziomie 7 procent, nie ma takiej możliwości, byśmy wzięli na siebie cokolwiek z tej opłaty. Ceny pójdą w górę dokładnie o to, co uchwali rząd. Stracą na tym wszyscy Polacy, poza podwieszającym się pod lewicowe pomysły lobby artystów, którzy nie potrafią zarabiać na własnej twórczości”.

Pomysł resortu premiera Glińskiego wywołał niemalże wściekłość wśród internautów. Zgłoszony zupełnie na uboczu pakietu reform ekonomicznych spod szyldu Polskiego Ładu, stał się obiektem licznych protestów i petycji. Pierwsi zaprotestowali dziennikarze Weszlo.com i Kanału Sportowego. Programy poświęcone opłacie reprograficznej prowadzone przez Krzysztofa Stanowskiego osiągnęły ponad 7 mln wyświetleń.

Konferencje i debaty wokół koncepcji rozszerzenia opłaty reprograficznej zorganizowały m.in. Centrum im. Adama Smitha, Warsaw Enterprise Institute, Instytut Prawa Gospodarczego, 300gospodarka.pl. Ciekawych argumentów dostarcza w tej kwestii lektura artykułów w prasie i na portalach, jak np. Opłata reprograficzna – ukryty podatek i upolitycznianie kultury. Krytyczne opinie prawne ws. projektu rozporządzenia wydały z kolei m.in. Federacja Konsumentów, Forum Obywatelskiego Rozwoju, FXMag, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Instytut Staszica oraz Fundacja Laboratorium Prawa i Gospodarki.

Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi z petycją przeciwko opłacie reprograficznej

Co ciekawe, z krytyką reformy wystąpił kierowany przez Jarosława Gowina resort Rozwoju Pracy i Technologii. Oznacza to spór na poziomie wicepremierów oraz dwóch ugrupowań tworzących koalicję Zjednoczonej Prawicy. To, czego unika Gowin, opowiadając się po stronie przedsiębiorców, dotyka jednak urzędników Glińskiego. Internauci postanowili bowiem zasypać go petycjami przeciwko opłacie reprograficznej. Ze strony sztukabezpodatku.pl, którą uruchomiło Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi z Krakowa, w ciągu pierwszych kilku dni wysłano ponad 6 tysięcy petycji.

Lewicowe środowiska artystyczne już teraz wyrażają głośną aprobatę, że dzięki tej opłacie będą mogły zwiększyć swoje zyski. Choć wpływ takich osób jak Jaś Kapela na polską kulturę jest znikomy, mieliby otrzymać oni dodatkowe wynagrodzenie. To istna aberracja – czytamy w apelu wysyłanym masowo do premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. To do nich będzie należała ostateczna decyzja – czy skierować projekt rozporządzenia do wydania i opublikowania przez rząd, a także czy rozpocząć w Sejmie prace nad nowelizacją ustawy. Na protestach społecznych traci resort Glińskiego, może to także mieć wpływ na wyniki sondażowe PiS, które miały się poprawić po prezentacji Polskiego Ładu.